Joanna Korycińska, szefowa restauracji “Czardasz” w Opolu, jest prawdziwym długodystansowcem jeśli chodzi o pracą w Sylwestra. Już dwadzieścia lat w ten szczególny wieczór zamiast bawić się na parkiecie, dogląda czy klientom niczego nie brakuje. Mąż pani Joanny na początku miał pewne uwagi, ale po tylu latach już nawet nie pyta, co będą robić w Sylwestra, bo wie jaka będzie odpowiedź.
- Jak byliśmy młodsi to mąż czasami narzekał, że nie możemy gdzieś pójść ze znajomymi, ale teraz już się przyzwyczaił ? tłumaczy Joanna Korycińska. – Ktoś to musi robić, żeby kto inny mógł się bawić.
Szefowa restauracji mówi, że ostatni raz udało jej się spędzić sylwestra z rodziną w domu kilka lat temu, ale wówczas stało się tak tylko dlatego, że zachorowała.
Od sześciu lat bez przerwy Sylwestra w pracy spędza również Grażyna Zawadzka, szefowa restauracji w Ozimku. Ona również nie narzeka. Mówi, że jak już coś zaczęła, to teraz trzeba to ciągnąć.
- Na dwa dni wcześniej praca w kuchni idzie pełną parę, trzeba przygotować mięsa, zapeklować je. Niektóre potrawy przyrządza się tego samego dnia, a potem na bieżąco wszystko musi być podgrzewane. Oprócz tego w Sylwestra razem ze mną pracują mój zięć i córka – wylicza Grażyna Zawadzka. – Można powiedzieć, że jest to rodzinny biznes.
Pani Grażyna zainwestowała w swój lokal oszczędności całego życia, wzięła też spory kredyt, dlatego przyznaje, że nawet nie zastanawia się nad tym co innego mogłaby robić w Sylwestra. – Trzeba spłacić kredyt i wziąć następny, bo chcę, żeby ten lokal wyglądał jeszcze lepiej – dodaje.
Kucharz
- tajną bronią
Najmniej wdzięczne zajęcie mają kucharze. Przez wiele godzin, czasem dni dokładają wszelkich starań, żeby zaspokoić gusty biesiadników, a najczęściej nikt nawet nie wie jak oni wyglądają. Dobry kucharz to tajna broń każdej dobrej restauracji.
Od kilku lat sylwestra w kuchni spędza Dariusz Fabisz, szef Kuchni klubu 103,2 w Opolu. Dzięki jego mozolnej pracy goście, którzy decydują się spędzać Sylwestra właśnie w tym lokalu, mogą cieszyć podniebienie wykwintnymi daniami.
- Już w szkole każdy kto decyduje się na ten zawód powinien zdać sobie sprawę, że takie dni jak Wigilia, Sylwester czy inne ważne dni w roku będzie musiał spędzać w pracy. Ja się nad tym nie zastanawiam. Taki wybrałem zawód, więc teraz już nie ma o czyxam mówić – twierdzi kucharz z restauracji “Festiwal” w Opolu.
Chłopaki
z radia
idą do roboty
Od kilku lat bez przerwy w Sylwestra pracują też Piotr Moc i Cezary Puzyna, dziennikarze z opolskiego oddziału RMF-u, którzy z żalem wspominają dawne czasy, kiedy w wesołym i beztroskim towarzystwie spędzali ten szczególny wieczór.
- Jeśli jest wybór pomiędzy tym, żeby wydać pieniądze, a zarobić, to odpowiedź jest prosta – bez zastanowienia odpowiada Piotr Moc, który w tym roku poprowadzi imprezą w pubie “Pod Lwami” w rodzinnym Kędzierzynie-Koźlu.
Moc przyznaje, że za pierwszym razem żona Luśka kręciła nosem, że nie będą w Sylwestra razem. Jak każda kobieta wolała, by ten wieczór spędzić z mężem przy boku, ale z czasem przyzwyczaiła się do nowych zwyczajów.
? Nie przepadam za wielkimi sylwestrowymi balami, wolę imprezą w mniejszym gronie wypróbowanych znajomych – dodaje Piotr. – Najbardziej żałuję natomiast, że nie mogę spędzić tego wieczoru razem z moimi dziećmi, na odpalaniu sztucznych ogni. Na szczęście w tej roli doskonale zastępuje mnie szczęśliwy dziadek, a na drugi dzień już wspólnie robimy powtórkę z rozrywki, więc w sumie dzieci chyba są zadowolone.
Czarek Puzyna również przyznaje, że kiedy słyszy dobrą ofertę pracy w Sylwestra, nie potrafi odmówić.
- To jedyny taki wieczór i stawki też są specyficzne w końcu człowiekowi, który zrezygnuje z zabawy w ten wieczór należy się dobra zapłata – przekonuje Czarek Puzyna, który szczególnie ciepło wspomina swojego pierwszego przepracowanego Sylwestra na opolskim rynku. – Wtedy była wyjątkowo przyjazna atmosfera. Ludzie bawili się doskonale i chyba dlatego rok później zdecydowałem się prowadzić kolejną imprezę.
Czarek, przez przyjaciół nazywany “Puzonem” mówi, że nie żałuje Sylwestra spędzonego w pracy, bo nawet gdyby miał wolny wieczór, to i tak następnego dnia rano musi być w radiu na dyżurze.
- Najlepsze imprezy sylwestrowe spędzałem w czasach studenckich, wtedy regularnie w kilkanaście osób wyjeżdżaliśmy w góry i wynajmowaliśmy całe schronisko – wspomina Puzon. ? To była prawdziwa kilkudniowa zabawa.
Aspekt ekonomiczny przekonuje do pracy w Sylwestra również Jarka Wasika. Dla niego jest to podwójne wyrzeczenie, ponieważ 1 stycznia artysta obchodzi swoje urodziny i jak każdy wolałby ten dzień spędzić w wąskim gronie przyjaciół.
- Sytuacja w kulturze jest beznadziejna, więc jeśli mam do wyboru granie chałtur w styczniu, wolę na chwilę zmienić zawód i poprowadzić dla ludzi fają imprezę – mówi Jarek. – Chciałbym polecieć do Paryża, albo do Acapulco w Meksyku, jak kilka lat temu, ale może być też Słupsk, Lublin, albo Tułowice, gdzie spędziłem kilka udanych nocy sylwestrowych.
Wszystkie osoby przyznają, że najważniejszym argumentem przemawiającym za pracę w sylwestra są pieniądze, które niestety w tych trudnych czasach mają decydujący głos. Przed ich siłą musi ustąpić cała rodzina, dzieci, a nawet rozczarowana żona, która zamiast siedzieć przed telewizorem i podziwiać jak bawią się inni, wolałaby brylować w towarzystwie.
Uwierzcie mi, wiem co mówię.
Magdalena Kaczor
(żona DJ-a Jacka Kaczora)
Autor artykułu: Magdalena Kaczor