Archive for the ‘Archiwa z Zapomnianej Gazety’ Category

Biała doczekała się obwodnicy

Thursday, May 29th, 2008

Już od najbliższego poniedziałku kierowcy będą mogli jeździć obwodnicą Białej. Właśnie wtedy nowy odcinek drogi wojewódzkiej nr 414 zostanie oddany do użytku.

Do tej pory samochody musiały się przeciskać przez centrum miasteczka. Ruch był duży, niebezpieczny i uciążliwy dla mieszkańców i kierowców.

Obwodnica Białej ma niespełna cztery kilometry długości i kosztowała 28,4 miliona złotych. Większość pieniędzy – 21,3 mln zł – pochodziło z funduszy unijnych. Resztę – 7,1 mln zł – wyłożył samorząd województwa.

- Inwestycja trwała od września 2006 roku – powiedział nam Michał Wandrasz, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Zarządu Dróg w Opolu. – Obejmowała nie tylko wybudowanie całkowicie nowej, szerokiej na 7 metrów jezdni, ale także budowę sześciu skrzyżowań, dwóch przejazdów kolejowych, dwóch jednoprzęsłowych wiaduktów oraz dróg rolniczych i kanalizacji deszczowej – dodał.

Konieczna była też przebudowa istniejących i kolidujących sieci telekomunikacyjnej oraz elektrycznej.

Droga wojewódzka nr 414 ma duże znaczenie w układzie komunikacyjnym województwa. Łączy węzeł autostradowy “Dąbrówka” z Republiką Czeską (pełnotowarowe przejście drogowe Trzebina- Bartultovice) oraz Opolem i Prudnikiem.

Wybudowanie obwodnicy Białej jest elementem kompleksowej przebudowy drogi nr 414. Wcześniej ZDW przebudował niebezpieczny łuk w pobliskim Krobuszu. W planach jest też przebudowa drogi od Przysieczy do Krobusza, a także budowa obwodnicy Prószkowa.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Przypomnieli opolanom o Wasylewskim

Thursday, May 29th, 2008

– Choć warsztatu uczyli mnie znakomici historycy, to o istnieniu Wasylewskiego dowiedziałem się dopiero wtedy, gdy na ulicy Konsularnej natrafiłem na tablicę upamiętniającą jego pobyt w Opolu. Tak bardzo był zapomniany – mówił wczoraj prof. Stanisław S. Nicieja na promocji wznowionej właśnie książki Stanisława Wasylewskiego “Życie polskie w XIX wieku”.

Wstęp napisał znakomity historyk prof.Janusz Tazbir, który przyjechał na Uniwersytet Opolski, by opowiedzieć o zapomnianym pisarzu, który po wojnie zamieszkał w Opolu i tu dożył swoich dni.

- Patrzy na nas z nieba i myśli: jak to dobrze, że znowu mnie doceniono – mówił Tazbir studentem, którzy szczelnie wypełnili Aulę Błękitną w Collegium Maius.

Wasylewski nie miał szczęścia. Choć pod koniec lat 60-tych szczątki zmarłego w 1953 roku pisarza złożono w Alei Zasłużonych cmentarza komunalnego w Opolu, to przez lata traktowany był jako pisarz o dwuznacznej sławie. Zaciążyły na nim oskarżenia o to, że kolaborował z hitlerowskimi władzami, współpracując z niemiecką gadzinówką “Gazeta Lwowska”.

Po wojnie został za to wykluczony z szeregów Związku Zawodowego Literatów Polskich, choć sąd uniewinnił go od zarzutu współpracy z okupantem. Okazało się, że Wasylewski podjął pracę w okupacyjnym szmatławcu na polecenie polskiej organizacji konspiracyjnej. W 1947 roku, już schorowany i przygnębiony nagonką na swoją osobę, przyjął zaproszenie Arki Bożka i osiedlił się w Opolu.

Na wczorajszej promocji o tym feralnym epizodzie z życiorysu Wasylewskiego mówiono niewiele. Obszernie opisał te zdarzenia prof. Nicieja w posłowiu, które jest dopełnieniem przedmowy Tazbira.

Wczoraj najważniejsza była jego bogata spuścizna. Dr Adam Wierciński przytoczył co prawda ironiczne opinie krytyków, że Wasylewski “jest producentem historycznych bombonier” (chodziło między innymi o popularną przed wojną książkę “Na dworze króla Stasia”), ale podkreślał pracowitość i wszechstronność Wasylewskiego: powieściopisarza, eseisty, dziennikarza, felietonisty. – W tym kraju ludzi leniwych wydaje się być autorem nie z tej ziemi – mówił Wierciński. – Jest autorem 6 tysięcy tekstów i 30 książek, tłumaczem kilku innych.

Wierciński zaapelował, by wydać też inne dzieła Wasylewskiego: trzytomowe pamiętniki, oraz “Dostojne świństwo”, czyli antologię literatury obscenicznej.

Czemu warto sięgnąć po wznowioną właśnie książkę Wasylewskiego? Bo jest kapitalnym obrazem życia w epoce, którą – o czym przypomniał Tazbir – nazywano drugim po wieku XVI “złotym wiekiem” kultury polskiej. – Bo to kultura obok zrywów powstańczych pomogła nam przetrwać jako narodowi – stwierdził historyk.

Autor artykułu: Marek Świercz

Wioski martwych dusz

Tuesday, May 27th, 2008

Niemal jedna piąta mieszkańców opolskich wiosek to martwe dusze. Liczba faktycznych mieszkańców wsi jest o 18,9 procent niższa od oficjalnej. Są wsie, gdzie odsetek emigrantów nadal figurujących w rejestrach przekracza 30 procent. Prawdziwy demograficzny portret opolskiej prowincji znaleźć można w najnowszej książce prof.Romualda Jończego “Zewnętrzne migracje ludności wiejskiej Opolszczyzny po wejściu Polski do Unii Europejskiej”.

Książka skupia się na ostatnim okresie, ale analizy autora sięgają kilkudziesięciu lat wstecz. i zawierają szereg bardzo interesujących danych. Oto między 1997 a 2007 rokiem z opolskich wiosek wyemigrowało 46,4 procent rodzimych mieszkańców. Najwięcej z tych miejscowości, do których zaczęła się sprowadzać ludność napływowa spoza Śląska Opolskiego. Dziś szczycimy się na Opolszczyźnie doskonałymi stosunkami między polską większością a mniejszością niemiecką, ale -jak się okazuje – jeszcze niedawno lokalne konflikty na tle etnicznym napędzały emigrację.

Praca Jończego to lektura obowiązkowa dla włodarzy regionu zatroskanych o zrównoważony rozwój Śląska Opolskiego. Jończy jest w regionie człowiekiem-instytucją, od lat uchodzi za najwybitniejszego specjalistę od migracji zarobkowych. Jego najnowsza praca została już entuzjastycznie oceniona przez wojewodę Ryszarda Wilczyńskiego, który napisał: “Doczekaliśmy się pracy absolutnie fundamentalnej stanowiącej przełom w pracach diagnostycznych nie tylko nad obszarami wiejskimi, ale i nad całą Opolszczyzną”.

Jończy zaczął karierę na Uniwersytecie Opolskim, ale doceniono go we Wrocławiu, gdzie otrzymał stanowiska syefa katedry tamtejszego Uniwersytetu Ekonomicznego. Swój czas dzieli między Wrocław a naszą Politechnikę Opolską.


Według ksiąg meldunkowych wiejska ludność województwa opolskiego to ponad 495 tysięcy osób. Z badań prof.Romualda Jończego wynika jednak, że opolskie wioski faktycznie zamieszkuje około 401,6 tysiąca osób. Brakujące 93,6 tysiąca mieszkańców to tak zwani emigranci “zawieszeni”, czyli osoby, które się nie wymeldowały, ale na stałe opuściły region i kraj. Większość z nich zrobiła to jeszcze przed 1993 rokiem. Dziś dominuje inny model emigracji. Opolanie nie wyjeżdżają na stałe, ale pracują za granicą – albo wyjeżdżają co jakiś czas na saksy, albo pracują tam cały czas. Z badań Jończego wynika, że aż 37,9 tysiąca mieszkańców opolskich wiosek pracuje stale i wyłącznie za granicą.

Jończy wykonał benedyktyńską pracę: przebadał 55 wiosek zamieszkanych w sumie 30.448 osób i rozrzuconych po całym Śląsku Opolskim. To istotne, bo dzięki temu mógł porównać procesy migracyjne w rejonach zamieszkanych przez ludność rodzimą i napływową. A różnice są ogromne: są śląskie wioski, w których “martwe dusze” przekraczają 30 procent mieszkańców, ale są i takie, gdzie nie ma ich praktycznie wcale.

Skąd ta różnice? To drażliwy temat: najwyższa emigracja była w tych miejscowościach, w których masowo zaczęli osiedlać się Polacy. “Przybyła nowa ludność, głównie napływowa, z odmiennymi i zróżnicowanymi wzorami zachowań. co implikowało dyskomfort autochtonów i konflikty lokalne, a tym samym prowadziło do nasilenia emigracji stałych” – czytamy w pracy Jończego.

- Dla tych ludzi to wciąż trudne tematy, proszę o niepodawanie pełnych nazw miejscowości – mówi prof.Jończy.

Warto jednak przytoczyć trzy przykłady. Wieś P. w powiecie głubczyckim, niemal w całości zasiedlonym przez ludność napływową. Wyemigrowało z niej, uwaga, aż 91 procent ludności śląskiej. Inny przykład: wieś P., stolica gminy w powiecie opolskim. Wyjechało 1.303 Ślązaków, czyli 57 procent ludności rodzimej. Dziś mamy tam najwyższy, bo sięgający 36 procent, odsetek “martwych dusz”. Trzeci przykład: wieś K. w powiecie kozielskim, gdzie uruchomiono duży zakład, który przyciągnął pracowników spoza gminy. Wyjechała jedna trzecia Ślązaków, co nie osłabiło konfliktów – kilka lat temu mieszkańcy wioski chcieli założyć “stowarzyszenie mniejszości polskiej”, by zaprotestować przeciw polityce gminnych władz zdominowanych przez mniejszość niemiecką.

A bilans tych migracyjnych ruchów na opolskiej prowincji? W ciągu 30 lat liczba rodowitych Ślązaków zmalała o 46 proc. a liczba polskiej ludności napływowej wzrosła o 26 proc.

Autor artykułu: Marek Świercz

Dorota Simonides honorową Opolanką

Tuesday, May 27th, 2008

Radni Sejmiku Wojewódzkiego podejmą dziś uchwałę w sprawia nadania prof.Dorocie Simonides tytułu Honorowego Obywatelstwa Województwa Opolskiego.

- Pani profesor została nominowana za całokształt swojej działalności – mówi Jolanta Kawecka, rzecznik Zarządu Województwa, który wystąpił z wnioskiem o uhonorowanie prof.Simonides. – Pamiętamy o jej ogromnych zasługach przy obronie województwa. Zawsze stała ponad podziałami, walczyła zarówno o polskość, jak i śląskość naszego regionu. Nie bez znaczenia jest również jej olbrzymi dorobek naukowy.

Dorota Simonides jest profesorem zwyczajnym etnologii i filologii polskiej. Od wielu lat bada kulturę i literaturę śląską, do legendy przeszły jej, właśnie po latach wznowione, “Bery śmieszne i ucieszne. Humor śląski”. Prof. Simonides to jednak nie tylko naukowiec, ale także polityk – przez wiele lat była senatorem Ziemi Opolskiej i niekwestionowanym autorytetem docenianym nie tylko w regionie. Choć rodem z katowickiego Nikiszowca dziś kojarzona jest przede wszystkim ze Śląskiem Opolskim. Dziesięć lat temu zaangażowała w obronę samodzielności województwa cały swój polityczny i naukowy autorytet.

Przypomnijmy, że do tej pory tytuł Honorowego Obywatela Województwa Opolskiego przyznano tylko dziesięciu osobistościom. W grupie zasłużonych dla Opolszczyzny znaleźli się między innymi legenda teatru Adam Hanuszkiewicz, opolski ordynariusz arcybiskup Alfons Nossol czy Kurt Beck, premier Nadrenii Palatynatu, partnerskiego landu Opolszczyzny.

Autor artykułu: Magdalena Pilor

Szykują festiwal

Tuesday, May 27th, 2008

W Amfiteatrze Opolskim ruszyły budowa scenografii tegorocznego Krajowego Festiwalu Piosenki Opolskiej. Przy wejściu do Miejskiego Ośrodka Kultury stanęły wczoraj pierwsze rusztowania. – Nad kopułą amfiteatru ma wyrosnąć 14-metrowa ściana. To jest jej część – tłumaczy Rafał Poliwoda, dyrektor MOK.

Tegoroczna scenografia ma być wyjątkowo efektowna. Już wiadomo, że zajmie pokaźną część widowni, co odbije się na ilości miejsc dla widzów. Zmian będzie sporo – nieoficjalnie wiadomo, że koronie amfiteatru raczej nie będzie punktów gastronomicznych, w których można by kupić coś do jedzenia i picia (dodajmy: od dwóch lat w amfiteatrze nie sprzedaje się piwa). Niewykluczone, że stoiska pojawią się poza koroną, ale jeszcze nie wiadomo gdzie. Rozmowy – także z firmami ochroniarskimi, które muszą zabezpieczyć obiekt – są w toku.

Autor artykułu: Marek Świercz

Brzeg: Skazany, choć to nie on zabił

Saturday, May 24th, 2008

Sąd w Londynie skazał 17-letniego zabójcę mieszkanki Brzegu na dożywotnie więzienie. 26-letnia Magdalena P. zginęła przypadkowo w październiku ub.r. podczas ulicznej strzelaniny młodocianych gangsterów. Rozmawiała przez telefon z siostrą z Brzegu, gdy weszła na linię ognia.

Za zastrzelenie brzeżanki odpowiadał przed sądem karnym Old Bailey w Londynie 17-letni Armel Gnango. Ława przysięgłych uznała go za winnego zabójstwa, usiłowania zabójstwa oraz nielegalnego posiadania broni palnej zagrażającej życiu innych. Już wiadomo, że dostanie dożywocie, choć sędzia formalnie ogłosi wyrok dopiero 23 czerwca br. Zadecyduje wówczas, ile lat minimum skazany będzie musiał odsiedzieć w zakładzie karnym, zanim będzie mógł wystąpić o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Do czasu ogłoszenia szczegółów wyroku oskarżony pozostanie w więzieniu.

Magdalena P. zginęła na parkingu w pobliżu Stunell House, gdzie mieszkała, w dzielnicy New Cross na południu Londynu, gdy wracała z pracy. Znalazła się w krzyżowym ogniu strzelaniny między dwoma młodocianymi gangsterami. Podczas procesu siostra ofiary Barbara L. zeznawała jako świadek.

Na rozprawie ujawniono, iż P. nie zginęła od pocisku wystrzelonego z broni, którą posługiwał się oskarżony, ale mimo to jest on odpowiedzialny za jej śmierć, ponieważ uczestniczył w strzelaninie. Armel Gnango twierdził, że nie oddał więcej niż dwa strzały i celował w powietrze.

Policja aresztowała również drugiego nastolatka, który jednak nie został formalnie oskarżony.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Popił, zabił, a teraz posiedzi

Saturday, May 24th, 2008

Na trzy miesiące trafił do tymczasowego aresztu 52-letni opolanin Józef G.

Mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo 71-latka, %07do którego doszło w Boże Ciało, w trakcie alkoholowej imprezy.

Podejrzany został zatrzymany jeszcze w czwartek, zaledwie godzinę po zbrodni, którą mu się zarzuca.

- Był kompletnie pijany – opowiada Maciej Milewski, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu. – Józef G. miał %07we krwi ponad 3 promile alkoholu – dodał.

Wczoraj, gdy Józef G. wytrzeźwiał, został przesłuchany przez prokuratora i doprowadzony do sądu. Prokuratura zawnioskowała o trzymiesięczny areszt tymczasowy.

Do tragedii doszło 22 maja br., koło południa, w bloku socjalnym przy ulicy Kępskiej w Opolu. Między mężczyznami wybuchła awantura. Prawdopodobnie pokłócili się o to, kto ma postawić kolejną butelkę. W trakcie sprzeczki Józef G. zaatakował nożem Alojzego C. Ugodził go w szyję i klatkę piersiową.

Sąsiedzi zaalarmowali policję i pogotowie, jednak lekarz przybyły na miejsce stwierdził zgon 71-latka.

Podejrzanemu zabójstwo grozi teraz od ośmiu lat pozbawienia wolności %07aż do dożywocia.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Dom Walentego Biasa nadal zdobią historyczne bunclówki

Saturday, May 24th, 2008

Coraz trudniej znaleźć na Opolszczyźnie dach ozdobiony dachówkami ułożonymi w tradycjne wzory. Gdy rusza remont, historyczne dachówki ustępują miejsca nowym. Na szczęście nie wszędzie.

- Gdy cztery lata temu jeździłam po Opolszczyźnie i fotografowałam wiejską architekturę, zobaczyłam piękny kolorowy dach – wspomina Elżbiet Wijas-Grocholska z Muzeum Wsi Opolskiej.

Był remontowany, Wijas-Grocholska pomyślała, że tak piękne i solidne dachówki mogą zostać zniszczone. – A jakiś czas później zobaczyłam ten sam dach, podwyższony, z wbudowanymi oknami. Stare dachówki, oczyszczone, tworzyły mozaikę według oryginalnego wzoru.

Dom zbudował Walenty Bias, znany działacz narodowy, uczestnik powstań śląskich. Jego imieniem nazwana jest jedna z ulic w Opolu. Dziś dom należy do jego prawnuka Arkadiusza Romanowskiego. – Skorzystałem ponownie ze starych dachówek, bo według ekipy budowlanej były o wiele lepszej jakości niż produkowane teraz – mówi Romanowski. -Są to tak zwane bunclówki. – tłumaczy Wijas-Grocholska .- Ich nazwa pochodzi od niemieckiej nazwy Bolesławca gdzie były robione. Niestety, ludzie zazwyczaj nie dbają o tradycję. Bo to staromodne, bez smaku, takie cepeliowe. Kupują więc nowe, czyste, modne.

Tak stało się w Winowie, gdzie przy głównej ulicy stoi dom do niedawna przykryty starym dachem. Na nim dachówki w dwóch kolorach ułożone były w taki sposób, że tworzyły imię i nazwisko “Johan Dussa”. Zostały zdjęte.

Były też dachy politycznie podejrzane . To dachy z napisem “Gott mit Uns”. Po wojnie polskie władze kazały je rozbierać W Kadłubie Turawskim w trzech przypadkach dachówki zostały poprzestawiane i tak przetrwały ponad 40 lat. Niedawno na jednym przywrócono stary napis.

Autor artykułu: Patrycja Twardowska

Kędzierzyn-Koźle: Czy prezydent będzie burmistrzem?

Wednesday, May 21st, 2008

Rząd chce pozbawić statusu “miasta prezydenckiego” miast, które mają mniej niż 100 tysięcy mieszkańców. Na Opolszczyźnie dotyczy to jedynie Kędzierzyna-Koźla, ale w całej Polsce prawie 30 miast. Prezydenci walczą, więc o swoje stanowiska, bo dla nich burmistrz to strata prestiżu dla miasta.

Prezydenci chcą nadania im statusu miast na prawach powiatu. Rząd ma jednak inny pomysł i chce by w tych miastach rządził burmistrz, a nie prezydent. To nie podobna się Wiesławowi Fąfarze, prezydentowi Kędzierzyna-Koźla.

- My prezydenci miast prezydenckich zabiegamy o przekazanie kompetencji z powiatu do miasta – mówi Fąfara. – Teraz jest kilku właścicieli jednej drogi, a mieszkańcy chodzą od urzędu do urzędu. To nie oznacza likwidacji powiatów. Być może twórcy ustawy, widząc nasz lobbing poszli w drugą stronę.

Jakakolwiek zmiana nazwy czy stanowiska nie ma znaczenia dla Jana Religi, posła PiS z Kędzierzyna-Koźla. Twierdzi on, że liczy się odpowiedni człowiek na stanowisku, a nie napis na wizytówce.

- Podchodzę do tego sceptycznie. Czy będzie prezydent, czy burmistrz to sama nazwa nie ma znaczenia. Ważne jest jak funkcjonuje i jak się rozwija miasto – mówi poseł.

Co o planach rządu myślą mieszkańcy Kędzierzyna-Koźla? – Bez różnicy. Mają chyba podobne kompetencje więc ewentualna zmiana nie wpłynie na nic. A czy miasto straci prestiż? Na pewno nie – mówi mieszkaniec miasta.

- Zdecydowanie musi być prezydent. Burmistrz po tylu latach prezydentury w mieście wydaje się taki mały. A miasto wcale nie jest małe – twierdzi kędzierzynianka.

- Lepiej burmistrz. Brzmi dumniej, okazalej. Prezydent to jest Polski, a nami niech rządzi burmistrz – innego zdania jest jej sąsiad.

Jeśli rząd przeforsuje swój pomysł, to kto zapłaci za wymianę pieczątek, szyldów na urzędach, wizytówek i wszystkiego gdzie do tej pory widnieje napis prezydent miasta. Koszty na pewno nie będą małe, a zamieszanie jeszcze większe.

Autor artykułu: Tomasz Adamek (Radio Opole)

Panowie z “Dziweksu” nareszcie osądzeni

Wednesday, May 21st, 2008

Jeden z najdłuższych procesów jaki toczył się przed Sądem Okręgowym w Opolu zakończył się w poniedziałek. Zapadł wyrok w tzw. sprawie “Dziweksu”.

Trzej mężczyźni odpowiadali za wywiezienie na początku lat dziewięćdziesiątych do agencji towarzyskich w Holandii blisko stu kobiet. Akt oskarżenia wpłynął do sądu jeszcze w 1994 roku. Proces, z różnych powodów, trzykrotnie musiał ruszać od początku. Sprawa od początku toczyła się za zamkniętymi drzwiami.

W poniedziałek, 47-letni Aleksander Z., 43-letni Mariusz W. i 62-letni Zygmunt K. zostali uznani za winnych. Dostali po dwa lata pozbawienia wolności i po 4 tysiące złotych grzywny.

- Sąd uznał, że zwabili w celu uprawiania prostytucji za granicą 36 kobiet – powiedziała “Gazecie Opolskiej” Ewa Kosowska-Korniak z biura prasowego Sądu Okręgowego Opolu.

Aleksander Z., Mariusz W. oraz Zygmunt K. zostali oskarżeni o to, że od kwietnia 1991 roku do października 1993 roku w Opolu, działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, pod pozorem działalności Agencji Impresyjno-Reklamowej, angażując do pracy za granicą kobiety w charakterze hostess, kelnerek, striptizerek fotomodelek, dostarczyli lub zwabili do klubów nocnych Belgii i Holandii prowadzonych przez Agencję Stage w celu uprawiania nierządu co najmniej 89 kobiet, również za ich zgodą. W trakcie procesu udało się udowodnić wywóz tylko 36.

Sąd miał duży problem z przesłuchaniem pokrzywdzonych. Większość kobiet ustatkowała się, wyszła za mąż pozakładała rodziny. Niektóre osiadły na stałe za granicą. Trudno się dziwić, że nie chciały się pojawiać w sądzie i opowiadać o grzechach młodości.

Część z nich bogato wyszła za mąż i wręcz dziękowała oskarżonym za otwarcie drzwi do wielkiego świata.

Oskarżeni twierdzili od samego początku, że są niewinni. Przekonywali sąd, że nigdy nie byli sutenerami i nie czerpali korzyści z nierządu. Bo jeśli kandydatki na hostessy i striptizerki uprawiały w Holandii prostytucję, to tylko z własnej woli. Były do tego namawiane, ale nie zmuszane, wszystko odbywało się w białych rękawiczkach. Przyznają się do jednego błędu: niepotrzebnie osobiście wozili dziewczęta do Rotterdamu, bo na tej podstawie prokuratura postawiła im zarzut “zwabiania” kobiet.

Oskarżeni, czekając przez lata na wyrok, też poukładali sobie życie. Aleksander Z. prowadzi prywatny biznes, Mariusz G. zmienił nazwisko i wyprowadził się do ościennego województwa, Zygmunt K. jest postacią znaną w Opolu: wydawał gazetę, pomaga osobom niepełnosprawnym, bywa na konferencjach prasowych. Dorobił się też oskarżenia w innej głośnej sprawie dotyczącej wyłudzania kredytów przez firmę Anna Consulting.

Wyrok nie jest prawomocny.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak