Biała doczekała się obwodnicy

May 29th, 2008

Już od najbliższego poniedziałku kierowcy będą mogli jeździć obwodnicą Białej. Właśnie wtedy nowy odcinek drogi wojewódzkiej nr 414 zostanie oddany do użytku.

Do tej pory samochody musiały się przeciskać przez centrum miasteczka. Ruch był duży, niebezpieczny i uciążliwy dla mieszkańców i kierowców.

Obwodnica Białej ma niespełna cztery kilometry długości i kosztowała 28,4 miliona złotych. Większość pieniędzy – 21,3 mln zł – pochodziło z funduszy unijnych. Resztę – 7,1 mln zł – wyłożył samorząd województwa.

- Inwestycja trwała od września 2006 roku – powiedział nam Michał Wandrasz, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Zarządu Dróg w Opolu. – Obejmowała nie tylko wybudowanie całkowicie nowej, szerokiej na 7 metrów jezdni, ale także budowę sześciu skrzyżowań, dwóch przejazdów kolejowych, dwóch jednoprzęsłowych wiaduktów oraz dróg rolniczych i kanalizacji deszczowej – dodał.

Konieczna była też przebudowa istniejących i kolidujących sieci telekomunikacyjnej oraz elektrycznej.

Droga wojewódzka nr 414 ma duże znaczenie w układzie komunikacyjnym województwa. Łączy węzeł autostradowy “Dąbrówka” z Republiką Czeską (pełnotowarowe przejście drogowe Trzebina- Bartultovice) oraz Opolem i Prudnikiem.

Wybudowanie obwodnicy Białej jest elementem kompleksowej przebudowy drogi nr 414. Wcześniej ZDW przebudował niebezpieczny łuk w pobliskim Krobuszu. W planach jest też przebudowa drogi od Przysieczy do Krobusza, a także budowa obwodnicy Prószkowa.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Strzelce Opolskie: Sprawdzą czy była na lewym L4

May 29th, 2008

Kontrolowana będzie Małgorzata Marciniak z Sądu Rejonowego w Strzelcach Opolskich.

Zastępca rzecznika dyscyplinarnego, sędzia Andrzej Połata, zastanawia się czy wszcząć postępowanie przeciwko sędzi.

Sędzia Marciniak stała się znana z dwóch powodów. W lutym br. orzekła, że narodowcy wznoszący ręce w faszystowskim geście nie propagowali ustroju totalitarnego, a ich gest był jedynie rzymskim salutem.

W kwietniu br., mąż sędzi Marciniak – również sędzia – Jarosław Marciniak wdał się w bójkę z asesorem Piotrem Stanisławiszynem.

Powodem bójki między prawnikami miały być podejrzane zwolnienia, jakimi posługiwała się Małgorzata Marciniak.

Pod koniec kwietnia prezes sądu w Strzelcach Opolskich, Ewa Bazgier złożyła wniosek do rzecznika dyscypliny sądowej, aby ten ustalił czy Marciniak nie złamała prawa pracy.

W dniu, w którym przedłożyła w strzeleckim sądzie zwolnienie lekarskie, prowadziła zajęcia ze studentami na wydziale prawa i administracji Uniwersytetu Opolskiego. Nie była to jedyna taka sytuacja. Pod koniec ubiegłego roku sędzia Marciniak często “chorowała”, ale była na tyle zdrowa, że pojawiała się na uczelni, co potwierdzają studenci, z którymi miała zajęcia.

Sędzia Andrzej Połata nie zdecydował jeszcze czy będzie prowadził postępowanie dyscyplinarne. Byłoby to drugie postępowanie prowadzone przeciwko pracownikowi strzeleckiego sądu. Rzecznik bada obecnie sprawę Jarosława Marciniaka, który złamał nos koledze po fachu.

Autor artykułu: Anna Nowak

Szykują festiwal

May 27th, 2008

W Amfiteatrze Opolskim ruszyły budowa scenografii tegorocznego Krajowego Festiwalu Piosenki Opolskiej. Przy wejściu do Miejskiego Ośrodka Kultury stanęły wczoraj pierwsze rusztowania. – Nad kopułą amfiteatru ma wyrosnąć 14-metrowa ściana. To jest jej część – tłumaczy Rafał Poliwoda, dyrektor MOK.

Tegoroczna scenografia ma być wyjątkowo efektowna. Już wiadomo, że zajmie pokaźną część widowni, co odbije się na ilości miejsc dla widzów. Zmian będzie sporo – nieoficjalnie wiadomo, że koronie amfiteatru raczej nie będzie punktów gastronomicznych, w których można by kupić coś do jedzenia i picia (dodajmy: od dwóch lat w amfiteatrze nie sprzedaje się piwa). Niewykluczone, że stoiska pojawią się poza koroną, ale jeszcze nie wiadomo gdzie. Rozmowy – także z firmami ochroniarskimi, które muszą zabezpieczyć obiekt – są w toku.

Autor artykułu: Marek Świercz

Dorota Simonides honorową Opolanką

May 27th, 2008

Radni Sejmiku Wojewódzkiego podejmą dziś uchwałę w sprawia nadania prof.Dorocie Simonides tytułu Honorowego Obywatelstwa Województwa Opolskiego.

- Pani profesor została nominowana za całokształt swojej działalności – mówi Jolanta Kawecka, rzecznik Zarządu Województwa, który wystąpił z wnioskiem o uhonorowanie prof.Simonides. – Pamiętamy o jej ogromnych zasługach przy obronie województwa. Zawsze stała ponad podziałami, walczyła zarówno o polskość, jak i śląskość naszego regionu. Nie bez znaczenia jest również jej olbrzymi dorobek naukowy.

Dorota Simonides jest profesorem zwyczajnym etnologii i filologii polskiej. Od wielu lat bada kulturę i literaturę śląską, do legendy przeszły jej, właśnie po latach wznowione, “Bery śmieszne i ucieszne. Humor śląski”. Prof. Simonides to jednak nie tylko naukowiec, ale także polityk – przez wiele lat była senatorem Ziemi Opolskiej i niekwestionowanym autorytetem docenianym nie tylko w regionie. Choć rodem z katowickiego Nikiszowca dziś kojarzona jest przede wszystkim ze Śląskiem Opolskim. Dziesięć lat temu zaangażowała w obronę samodzielności województwa cały swój polityczny i naukowy autorytet.

Przypomnijmy, że do tej pory tytuł Honorowego Obywatela Województwa Opolskiego przyznano tylko dziesięciu osobistościom. W grupie zasłużonych dla Opolszczyzny znaleźli się między innymi legenda teatru Adam Hanuszkiewicz, opolski ordynariusz arcybiskup Alfons Nossol czy Kurt Beck, premier Nadrenii Palatynatu, partnerskiego landu Opolszczyzny.

Autor artykułu: Magdalena Pilor

Wioski martwych dusz

May 27th, 2008

Niemal jedna piąta mieszkańców opolskich wiosek to martwe dusze. Liczba faktycznych mieszkańców wsi jest o 18,9 procent niższa od oficjalnej. Są wsie, gdzie odsetek emigrantów nadal figurujących w rejestrach przekracza 30 procent. Prawdziwy demograficzny portret opolskiej prowincji znaleźć można w najnowszej książce prof.Romualda Jończego “Zewnętrzne migracje ludności wiejskiej Opolszczyzny po wejściu Polski do Unii Europejskiej”.

Książka skupia się na ostatnim okresie, ale analizy autora sięgają kilkudziesięciu lat wstecz. i zawierają szereg bardzo interesujących danych. Oto między 1997 a 2007 rokiem z opolskich wiosek wyemigrowało 46,4 procent rodzimych mieszkańców. Najwięcej z tych miejscowości, do których zaczęła się sprowadzać ludność napływowa spoza Śląska Opolskiego. Dziś szczycimy się na Opolszczyźnie doskonałymi stosunkami między polską większością a mniejszością niemiecką, ale -jak się okazuje – jeszcze niedawno lokalne konflikty na tle etnicznym napędzały emigrację.

Praca Jończego to lektura obowiązkowa dla włodarzy regionu zatroskanych o zrównoważony rozwój Śląska Opolskiego. Jończy jest w regionie człowiekiem-instytucją, od lat uchodzi za najwybitniejszego specjalistę od migracji zarobkowych. Jego najnowsza praca została już entuzjastycznie oceniona przez wojewodę Ryszarda Wilczyńskiego, który napisał: “Doczekaliśmy się pracy absolutnie fundamentalnej stanowiącej przełom w pracach diagnostycznych nie tylko nad obszarami wiejskimi, ale i nad całą Opolszczyzną”.

Jończy zaczął karierę na Uniwersytecie Opolskim, ale doceniono go we Wrocławiu, gdzie otrzymał stanowiska syefa katedry tamtejszego Uniwersytetu Ekonomicznego. Swój czas dzieli między Wrocław a naszą Politechnikę Opolską.


Według ksiąg meldunkowych wiejska ludność województwa opolskiego to ponad 495 tysięcy osób. Z badań prof.Romualda Jończego wynika jednak, że opolskie wioski faktycznie zamieszkuje około 401,6 tysiąca osób. Brakujące 93,6 tysiąca mieszkańców to tak zwani emigranci “zawieszeni”, czyli osoby, które się nie wymeldowały, ale na stałe opuściły region i kraj. Większość z nich zrobiła to jeszcze przed 1993 rokiem. Dziś dominuje inny model emigracji. Opolanie nie wyjeżdżają na stałe, ale pracują za granicą – albo wyjeżdżają co jakiś czas na saksy, albo pracują tam cały czas. Z badań Jończego wynika, że aż 37,9 tysiąca mieszkańców opolskich wiosek pracuje stale i wyłącznie za granicą.

Jończy wykonał benedyktyńską pracę: przebadał 55 wiosek zamieszkanych w sumie 30.448 osób i rozrzuconych po całym Śląsku Opolskim. To istotne, bo dzięki temu mógł porównać procesy migracyjne w rejonach zamieszkanych przez ludność rodzimą i napływową. A różnice są ogromne: są śląskie wioski, w których “martwe dusze” przekraczają 30 procent mieszkańców, ale są i takie, gdzie nie ma ich praktycznie wcale.

Skąd ta różnice? To drażliwy temat: najwyższa emigracja była w tych miejscowościach, w których masowo zaczęli osiedlać się Polacy. “Przybyła nowa ludność, głównie napływowa, z odmiennymi i zróżnicowanymi wzorami zachowań. co implikowało dyskomfort autochtonów i konflikty lokalne, a tym samym prowadziło do nasilenia emigracji stałych” – czytamy w pracy Jończego.

- Dla tych ludzi to wciąż trudne tematy, proszę o niepodawanie pełnych nazw miejscowości – mówi prof.Jończy.

Warto jednak przytoczyć trzy przykłady. Wieś P. w powiecie głubczyckim, niemal w całości zasiedlonym przez ludność napływową. Wyemigrowało z niej, uwaga, aż 91 procent ludności śląskiej. Inny przykład: wieś P., stolica gminy w powiecie opolskim. Wyjechało 1.303 Ślązaków, czyli 57 procent ludności rodzimej. Dziś mamy tam najwyższy, bo sięgający 36 procent, odsetek “martwych dusz”. Trzeci przykład: wieś K. w powiecie kozielskim, gdzie uruchomiono duży zakład, który przyciągnął pracowników spoza gminy. Wyjechała jedna trzecia Ślązaków, co nie osłabiło konfliktów – kilka lat temu mieszkańcy wioski chcieli założyć “stowarzyszenie mniejszości polskiej”, by zaprotestować przeciw polityce gminnych władz zdominowanych przez mniejszość niemiecką.

A bilans tych migracyjnych ruchów na opolskiej prowincji? W ciągu 30 lat liczba rodowitych Ślązaków zmalała o 46 proc. a liczba polskiej ludności napływowej wzrosła o 26 proc.

Autor artykułu: Marek Świercz

Dom Walentego Biasa nadal zdobią historyczne bunclówki

May 24th, 2008

Coraz trudniej znaleźć na Opolszczyźnie dach ozdobiony dachówkami ułożonymi w tradycjne wzory. Gdy rusza remont, historyczne dachówki ustępują miejsca nowym. Na szczęście nie wszędzie.

- Gdy cztery lata temu jeździłam po Opolszczyźnie i fotografowałam wiejską architekturę, zobaczyłam piękny kolorowy dach – wspomina Elżbiet Wijas-Grocholska z Muzeum Wsi Opolskiej.

Był remontowany, Wijas-Grocholska pomyślała, że tak piękne i solidne dachówki mogą zostać zniszczone. – A jakiś czas później zobaczyłam ten sam dach, podwyższony, z wbudowanymi oknami. Stare dachówki, oczyszczone, tworzyły mozaikę według oryginalnego wzoru.

Dom zbudował Walenty Bias, znany działacz narodowy, uczestnik powstań śląskich. Jego imieniem nazwana jest jedna z ulic w Opolu. Dziś dom należy do jego prawnuka Arkadiusza Romanowskiego. – Skorzystałem ponownie ze starych dachówek, bo według ekipy budowlanej były o wiele lepszej jakości niż produkowane teraz – mówi Romanowski. -Są to tak zwane bunclówki. – tłumaczy Wijas-Grocholska .- Ich nazwa pochodzi od niemieckiej nazwy Bolesławca gdzie były robione. Niestety, ludzie zazwyczaj nie dbają o tradycję. Bo to staromodne, bez smaku, takie cepeliowe. Kupują więc nowe, czyste, modne.

Tak stało się w Winowie, gdzie przy głównej ulicy stoi dom do niedawna przykryty starym dachem. Na nim dachówki w dwóch kolorach ułożone były w taki sposób, że tworzyły imię i nazwisko “Johan Dussa”. Zostały zdjęte.

Były też dachy politycznie podejrzane . To dachy z napisem “Gott mit Uns”. Po wojnie polskie władze kazały je rozbierać W Kadłubie Turawskim w trzech przypadkach dachówki zostały poprzestawiane i tak przetrwały ponad 40 lat. Niedawno na jednym przywrócono stary napis.

Autor artykułu: Patrycja Twardowska

Popił, zabił, a teraz posiedzi

May 24th, 2008

Na trzy miesiące trafił do tymczasowego aresztu 52-letni opolanin Józef G.

Mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo 71-latka, %07do którego doszło w Boże Ciało, w trakcie alkoholowej imprezy.

Podejrzany został zatrzymany jeszcze w czwartek, zaledwie godzinę po zbrodni, którą mu się zarzuca.

- Był kompletnie pijany – opowiada Maciej Milewski, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu. – Józef G. miał %07we krwi ponad 3 promile alkoholu – dodał.

Wczoraj, gdy Józef G. wytrzeźwiał, został przesłuchany przez prokuratora i doprowadzony do sądu. Prokuratura zawnioskowała o trzymiesięczny areszt tymczasowy.

Do tragedii doszło 22 maja br., koło południa, w bloku socjalnym przy ulicy Kępskiej w Opolu. Między mężczyznami wybuchła awantura. Prawdopodobnie pokłócili się o to, kto ma postawić kolejną butelkę. W trakcie sprzeczki Józef G. zaatakował nożem Alojzego C. Ugodził go w szyję i klatkę piersiową.

Sąsiedzi zaalarmowali policję i pogotowie, jednak lekarz przybyły na miejsce stwierdził zgon 71-latka.

Podejrzanemu zabójstwo grozi teraz od ośmiu lat pozbawienia wolności %07aż do dożywocia.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Brzeg: Skazany, choć to nie on zabił

May 24th, 2008

Sąd w Londynie skazał 17-letniego zabójcę mieszkanki Brzegu na dożywotnie więzienie. 26-letnia Magdalena P. zginęła przypadkowo w październiku ub.r. podczas ulicznej strzelaniny młodocianych gangsterów. Rozmawiała przez telefon z siostrą z Brzegu, gdy weszła na linię ognia.

Za zastrzelenie brzeżanki odpowiadał przed sądem karnym Old Bailey w Londynie 17-letni Armel Gnango. Ława przysięgłych uznała go za winnego zabójstwa, usiłowania zabójstwa oraz nielegalnego posiadania broni palnej zagrażającej życiu innych. Już wiadomo, że dostanie dożywocie, choć sędzia formalnie ogłosi wyrok dopiero 23 czerwca br. Zadecyduje wówczas, ile lat minimum skazany będzie musiał odsiedzieć w zakładzie karnym, zanim będzie mógł wystąpić o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Do czasu ogłoszenia szczegółów wyroku oskarżony pozostanie w więzieniu.

Magdalena P. zginęła na parkingu w pobliżu Stunell House, gdzie mieszkała, w dzielnicy New Cross na południu Londynu, gdy wracała z pracy. Znalazła się w krzyżowym ogniu strzelaniny między dwoma młodocianymi gangsterami. Podczas procesu siostra ofiary Barbara L. zeznawała jako świadek.

Na rozprawie ujawniono, iż P. nie zginęła od pocisku wystrzelonego z broni, którą posługiwał się oskarżony, ale mimo to jest on odpowiedzialny za jej śmierć, ponieważ uczestniczył w strzelaninie. Armel Gnango twierdził, że nie oddał więcej niż dwa strzały i celował w powietrze.

Policja aresztowała również drugiego nastolatka, który jednak nie został formalnie oskarżony.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak

Pokonały Dominikanę, już pukają do bram Pekinu

May 21st, 2008

Trener Marco Bonitta wciąż szuka w swoim zespole – niczym Robert Kubica w swoim bolidzie – optymalnych rozwiązań. Wczoraj za takie właśnie uznał wyjściową szóstkę w składzie: Milena Sadurek, Anna Podolec, Małgorzata Glinka, Anna Barańska, Maria Liktoras i Agnieszka Bednarek.

Ta ostatnia wniosła do zespołu nie tylko sporo walorów estetycznych, ale też – mimo ledwie 22 lat – sporo umiejętności i opanowania. To właśnie środkowa Farmutilu Piła zakończyła spotkanie asem serwisowym, a z 16 oczek zdobytych przez drużynę blokiem aż pięć było jej autorstwa.

Lekko, łatwo i przyjemnie jednak nie było. – Dominikanki dysponują potężną, niemal męską siłą ataku. Serbki też miały z nimi ciężką przeprawą, dlatego cieszę się, że to spotkanie jest już za nami – mówiła Milena Sadurek.

Pod koniec czwartej partii siła rywalek dała się naszej ekipie nieźle we znaki. Sidarka Nunez posłała zagrywkę w tzw. strefę konfliktu i do piłki nikt się nie ruszył. Zrobiło się 23:22 dla przeciwniczek, a Polki zaczęły mieć wielkie oczy. Strachu widać w nich jeszcze nie było, raczej skupienie. No i pożar udało się ugasić. Zamiast tie-breaka zwycięstwo 25:23, a w meczu 3:1. Uff!

- Dominikana to zespół dynamiczny i mocny fizycznie. Popełniał dużo błędów, tyle że początkowo my robiłyśmy ich jeszcze więcej. Na takim rywalu trzeba po prostu usiąść i nie popuszczać. Bo jak da mu się piłki do grania, to będzie uderzał mocno – obrazowo tłumaczyła Katarzyna Skowrońska.

Po meczu, w wygodnym fotelu, już mogła odpuścić. Nie na długo jednak. Już dziś spotkanie z Koreą Płd., której popuścić również nie można.

Najwięcej punktów (20) dla polskiego zespołu zdobyła Małgorzata Glinka, a cieszy fakt, że zbierała je nie tylko często, ale też z niezłą skutecznością (71 proc.). To przyjaciółka Agaty Mróz, która rozgrywa właśnie swój mecz życia. Z dala od Tokio, we wrocławskiej klinice. Dziś wieczorem bądź rano w Boże Ciało czeka ją przeszczep szpiku kostnego. Trzymamy więc kciuki za powodzenie i tej operacji. Bo akcja Pekin zdaje się być pod kontrolą.

Ani na moment nie chciały jej tracić gospodynie tokijskiego turnieju, stąd niejasny regulamin imprezy. Został ujęty w ten sposób, by nie wszystko było zrozumiałe, a Japonki mogły awansować niemal w każdym wypadku.

Wyjaśniamy więc. Z Tokio do Pekinu mają się przedostać cztery drużyny. Trzy pierwsze plus najlepszy azjatycki. Innymi słowy, ekipy spoza Azji, by wywalczyć przepustki, muszą się znaleźć w trójce. Można więc założyć, że na podium znajdą się Japonki, Polki oraz Serbki, a olimpijski paszport dostanie też Korea. A co, jeśli Koreanki również znajdą się w trójce razem z Japonkami? Wtedy dla drużyn z Europy i Ameryki zostanie jedna przepustka, a awans wywalczy także trzecia azjatycka drużyna, Tajlandia. Nawet jeśli zajmie… ostatnie miejsce. Gdzie tu sprawiedliwość?

Nas jednak interesuje przyszłość Polski, również finansowa. Czy za awans do Pekinu obie nasze siatkarskie drużyny zostaną nagrodzone, czy PZPS traktuje to jako narodowy obowiązek?

- Za sam awans nie przewidywaliśmy nagród. Wiemy natomiast, że za olimpijskie złoto zbierze się ok. %072 mln zł. Milion ze związku i nagród państwowych, pół miliona od sponsora, a o resztę zadbam. Jak będzie trzeba, to gdzieś pochodzę i postukam w różne drzwi. Za wicemistrzostwo świata wyszło ok. 3 mln, a wychodziliśmy przecież od kwoty kilka razy mniejszej – zaznacza prezes PZPS Mirosław Przedpełski, który, jak twierdzi, bilet do Pekinu ma już zabukowany. Przed wylotem musi jednak zadbać o zdrowie.

- Jestem po operacji serca, dlatego w czasie pierwszego seta z Dominikaną trochę mnie przytkało – mówi prezes, choć w głosie słychać radość i rezon. – Dopiero co wyszedłem ze szpitala, przede mną rehabilitacja i pobyt w sanatorium, by nabrać sił przed Pekinem. Tam będzie gorąco, a serce już nie to. Panie są na dobrej drodze, ale panów czeka w Espinho trudniejszy turniej. Trzeba być lepszym od gospodarzy, a także od Portoryko, które ma nie tylko grającego w Rosji Hectora Soto, lecz również coraz silniejszą ligę. Tam na mecze przychodzi nawet po 10 tys. ludzi. Niedawno Portoryko ograło Amerykanów – przestrzega.

Polska – Dominikana 3:1 (23:25, 25:19, 25:17, 25:23)

Polska: Sadurek (4 pkt), Podolec (4), Glinka (20), Barańska (10), Liktoras (8), Bednarek (14), Zenik (libero) – Skowrońska (9), Rosner, Skorupa.

Dominikana: Echeniqe (1), Vargas (13), de la Cruz (12), Nunez (12), Rondon (12), Cabral (8), Castillo (libero) – Eve, Caso, del Rosario (1), Rivera (1).

Pozostałe wtorkowe wyniki:

Tajlandia – Portoryko 3:0 (25:20, 25:20, 25:20), Serbia – Korea Płd. 3:0 (25:23, 25:23, 25:19), Japonia – Kazachstan 3:0 (25:21, 33:31, 25:21)

1. Serbia 3 6 9:2

Japonia 3 6 9:2

2. Polska 3 5 7:4

3. Korea Płd. 3 5 6:6

5. Tajlandia 3 4 5:6

6. Dominikana 3 4 5:6

7. Portoryko 3 3 2:9

8. Kazachstan 3 3 1:9

W środę grają:

Tajlandia – Serbia, Portoryko – Kazachstan, Korea Płd. – Polska (godz. 8.30, Polsat i Polsat Sport), Dominikana – Japonia.

W piątek grają:

Kazachstan – Dominikana, Serbia – Portoryko, Polska – Tajlandia (godz. 8.30, Polsat i Polsat Sport), Japonia – Korea Płd.

Autor artykułu: Wojciech Koerber

Panowie z “Dziweksu” nareszcie osądzeni

May 21st, 2008

Jeden z najdłuższych procesów jaki toczył się przed Sądem Okręgowym w Opolu zakończył się w poniedziałek. Zapadł wyrok w tzw. sprawie “Dziweksu”.

Trzej mężczyźni odpowiadali za wywiezienie na początku lat dziewięćdziesiątych do agencji towarzyskich w Holandii blisko stu kobiet. Akt oskarżenia wpłynął do sądu jeszcze w 1994 roku. Proces, z różnych powodów, trzykrotnie musiał ruszać od początku. Sprawa od początku toczyła się za zamkniętymi drzwiami.

W poniedziałek, 47-letni Aleksander Z., 43-letni Mariusz W. i 62-letni Zygmunt K. zostali uznani za winnych. Dostali po dwa lata pozbawienia wolności i po 4 tysiące złotych grzywny.

- Sąd uznał, że zwabili w celu uprawiania prostytucji za granicą 36 kobiet – powiedziała “Gazecie Opolskiej” Ewa Kosowska-Korniak z biura prasowego Sądu Okręgowego Opolu.

Aleksander Z., Mariusz W. oraz Zygmunt K. zostali oskarżeni o to, że od kwietnia 1991 roku do października 1993 roku w Opolu, działając w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, pod pozorem działalności Agencji Impresyjno-Reklamowej, angażując do pracy za granicą kobiety w charakterze hostess, kelnerek, striptizerek fotomodelek, dostarczyli lub zwabili do klubów nocnych Belgii i Holandii prowadzonych przez Agencję Stage w celu uprawiania nierządu co najmniej 89 kobiet, również za ich zgodą. W trakcie procesu udało się udowodnić wywóz tylko 36.

Sąd miał duży problem z przesłuchaniem pokrzywdzonych. Większość kobiet ustatkowała się, wyszła za mąż pozakładała rodziny. Niektóre osiadły na stałe za granicą. Trudno się dziwić, że nie chciały się pojawiać w sądzie i opowiadać o grzechach młodości.

Część z nich bogato wyszła za mąż i wręcz dziękowała oskarżonym za otwarcie drzwi do wielkiego świata.

Oskarżeni twierdzili od samego początku, że są niewinni. Przekonywali sąd, że nigdy nie byli sutenerami i nie czerpali korzyści z nierządu. Bo jeśli kandydatki na hostessy i striptizerki uprawiały w Holandii prostytucję, to tylko z własnej woli. Były do tego namawiane, ale nie zmuszane, wszystko odbywało się w białych rękawiczkach. Przyznają się do jednego błędu: niepotrzebnie osobiście wozili dziewczęta do Rotterdamu, bo na tej podstawie prokuratura postawiła im zarzut “zwabiania” kobiet.

Oskarżeni, czekając przez lata na wyrok, też poukładali sobie życie. Aleksander Z. prowadzi prywatny biznes, Mariusz G. zmienił nazwisko i wyprowadził się do ościennego województwa, Zygmunt K. jest postacią znaną w Opolu: wydawał gazetę, pomaga osobom niepełnosprawnym, bywa na konferencjach prasowych. Dorobił się też oskarżenia w innej głośnej sprawie dotyczącej wyłudzania kredytów przez firmę Anna Consulting.

Wyrok nie jest prawomocny.

Autor artykułu: Maciej T. Nowak